piątek, 29 stycznia 2016

Jestem ćpunem.

Tak. Przyznaję się do tego i nie uważam by było to coś mega złego. Chociaż nie lubię określenia ćpun/narkoman. To tak jakby kogoś kto sobie co weekend walnie piwko nazywać alkoholikiem. Okazjonalnie sobie "przyćpiewam" jednak nie czuję się uzależniony. Alkohol, papierosy, a nawet kawa to też narkotyki, legalne narkotyki. Jest wiele nielegalnych narkotyków mniej szkodliwych i mniej uzależniających od alkoholu czy tytoniu. Ja biorę coś co jest na równi z alkoholem. Uwielbiam opioidy i nie wstydzę się tego, aczkolwiek nigdy w życiu nie walnę w żyłę i nie wezmę heroiny czy kokainy. Hera i koka maksymalnie wyniszczają i organizm i umysł. Nie jestem uzależniony i mogę rzucić w każdej chwili (taaa... jasne... każdy ćpun tak mówi).

piątek, 22 stycznia 2016

50 twarzy Grey'a. Jaranie się Chrisitian'em Grey'em... Really?

Wiem, że to już przegadany temat, ale nie prowadziłem bloga w tym czasie kiedy 50 twarzy Grey'a było na topie, więc stwierdziłem, że teraz wyrażę swoją opinię na to całe jaranie się Grey'em przez kobiety, bo kto mi zabroni? Nikt!

Kobiety! Bo to głównie o was mi chodzi. Serio jara was ten cały Christian? Naprawdę chciałybyście mieć takiego faceta jak Grey? Faceta z problemami psychicznymi, który lubi poznęcać się nad dziewczyną, bo go to podnieca, faceta, który by was bił, bo sprawiałoby mu to przyjemność? Każdy facet lubi się ostro pieprzyć i jakoś urozmaicić seks, zabawić w jakieś BDSM, ale bez przesady. Dlaczego jaracie się facetem, który ma problemy emocjonalne i znęca się nad swoją kobietą? Tylko dlatego, że jest takim ogierem w łóżku? Większość facetów taka jest, większość facetów lubi ostrzejsze zabawy, ale żaden prawdziwy facet nie będzie się nad kobietą znęcał i bicie nie będzie sprawiało mu przyjemności, a jeszcze jak kobieta zaczyna płakać to już w ogóle... Chociaż z doświadczenia wiem, że lubicie być krzywdzone, lubicie drani, więc może podświadomie chcecie również krzywdy fizycznej, bólu, ale to już temat na innego posta.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jestem freelancerem i gram w gry.

Zacząłem pracować jako freelancer. Redaguję teksty na zlecenie, okazjonalnie też w grafice komputerowej coś zrobię. Wkręciłem się w to, podoba mi się taka praca. Pracuję kiedy chcę, jak chcę, podejmuję się zadań jakich chcę. Mam więcej czasu na zajmowanie się swoimi pasjami i na granie w gry, haha.
W sumie to niedawno nastąpił przełom, bo do niedawna nie miałem konta w banku nawet. Nigdy nie było mi potrzebne. Teraz stało się potrzebne, więc je założyłem. Kolejna rzecz z "TO DO LIST" wykreślona. W sumie tej pracy wcale nie czuję, czuję jakbym się całe dnie lenił... Ale to dobrze :D
Może jak nabiorę doświadczenia to będę mógł podjąć pracę jako dziennikarz, a chciałbym :)
Ludzie mówią, że jestem człowiekiem renesansu, haha, bo wieloma rzeczami się interesuję i zajmuję. Chyba mają rację.

piątek, 15 stycznia 2016

Co później - praca czy poprawa matury i wymarzone studia? Na razie freelancing.

Od początku, gdy pojawiła się w mojej głowie myśl o rzuceniu studiów, myślę o tym co później.
Myślałem, żeby pójść do pracy, zacząć zarabiać, ale może lepiej poprawić maturę i pójść na te studia, o których marzyłem, a mianowicie Komunikację Wizerunkową ("lepsza" nazwa na reklamę i marketing). Oczywiście poszedłbym do pracy, ale takiej lżejszej, bardziej w stronę dorywczej i w między czasie uczyłbym się do poprawienia matury (WOS i Angielski na poziomie rozszerzonym). Te studia na pewno ułatwiłyby mi realizację planów, łatwiej byłoby mi zdobyć pracę w reklamie. Myślę, że to najlepsza decyzja. Aktualnie zaczynam zajmować się freelancingem. Będę pisał i poprawiał teksty na zlecenie. Kto wie, może to stanie się moją stałą pracą, bo słyszałem, że można na tym dużo zarobić, a ja mam lekkie pióro i jestem grammar nazi :D

Dzisiejszy dzień zmarnowałem na sen, masakra. Spałem od 03:00 do 16:00 (chociaż kiedyś przespałem równe 28h). Życie mnie męczy. Czuję, że urodziłem się w złym miejscu, w złym czasie, ale jakoś trzeba sobie radzić! (Myśl pozytywnie, jesteś zwycięzcą i takie tam)

Ciekawe czy ta zasada 10 000 godzin działa? (Istnieje zasada, która mówi, że po 10 000 godzinach spędzonych na robieniu czegoś, stajesz się w tym specjalistą) W sumie, nie wiem ile godzin spędziłem przy gitarze w ciągu 11 lat. Miło by było poczuć się w czymś specjalistą - hahaha.
Kto wie, może gdybym znowu znalazł sobie zespół i zaczęlibyśmy koncertować to po jakimś czasie stalibyśmy się sławni :D Grałem przez ponad rok w zespole, ale jakoś nasze stosunki się pogorszyły, perkusista się rządził i zachowywał jak nie wiadomo jaka gwiazda, więc odszedłem, a po moim odejściu zespół się rozpadł (to chyba udowadnia, że jestem niezastąpiony, haha). Gdybym nie był takim leniem (domatorem) to pewnie już dawno znalazłbym sobie jakiś zespół.

środa, 13 stycznia 2016

Studia, studia i po studiach.

Tak. W aktualnej chwili jestem studentem.Haha. Zacząłem w tym roku. Wiecie jakiego kierunku? Filologi polskiej! Tak! Praca w Maku gwarantowana!
Nie no, żartuję. Ze mnie też się śmiali, że pracy później nie znajdę albo zostanę nauczycielem. Jednak po filologi polskiej można robić wiele innych rzeczy, zostać dziennikarzem, pracować w wydawnictwie i jako copywriter, a zależnie od specjalności/specjalizacji można też pracować w reklamie, jako logopeda, jak edytor.
Ale do rzeczy. Rzucam studia. Dlaczego? Dlatego, że mnie nie satysfakcjonują. Wyobrażałem sobie je trochę inaczej. Uczenie się bardziej przydatnych rzeczy lub przymykanie oka na nieznajomość tych nieprzydatnych. No, ale niestety. Musimy wiedzieć, dlaczego jakiś tam Satyr uważał, że polskie szkolnictwo jest złe kilkaset lat temu. Cóż.
Na samym początku było spoko. 6 dni w tygodniu imprezy, nowe znajomości(z niektórymi dość bliskie :D), nowe otoczenie i świetni wykładowcy. Uczęszczanie na zajęcia sprawiało mi przyjemność. Później zaczęło być coraz gorzej. Coraz więcej bezsensownego, nieprzydatnego materiału, jedna z wykładowczyń się na mnie uwzięła, a nowi znajomi, z którymi na początku złapałem zajebisty kontakt, okazali się fałszywi i dwulicowi. I wyobrażenie, że musiałbym się tak męczyć przez 5 lat mnie przeraża.
I żeby nie było. Nie rzucam tych studiów z lenistwa, bo to byłaby kompletna głupota. Praktycznie rzecz biorąc, to właśnie z lenistwa zostałbym na nich. Zajęcia obowiązkowe są tylko w poniedziałki od 7:40 do 16:25 z 2 godzinnym okienkiem i w piątki od 10:15 do 13:30, więc gdybym był leniwy to raczej nie poszedłbym do pracy gdzie musiałbym co najmniej 8 godzin dziennie zapieprzać. Rzucam te studia, bo nie widzę w nich sensu, nie przydadzą mi się (no może poza ładniej wyglądającym CV), ale żadna ze ścieżek kariery, które chce podjąć nie wymaga studiów, więc stwierdziłem, że wolę od razu zacząć pracować, niż sobie przebimbać 5 lat i pasożytować. Jedyne czego w życiu pragnę to być szczęśliwym. Te studia na pewno mi tego nie ułatwią. Dlatego każdemu kto myśli podobnie polecam rzucenie studiów i dążenie do własnego celu, własną drogą. Właśnie najważniejsze jest to, by mieć jakiś plan, jakiś cel. Ludzie mówią "Studiuj, żebyś nie harował tak ciężko, żebyś dobrze zarabiał! Bez studiów nie znajdziesz pracy, albo znajdziesz jakąś kiepsko płatną", a mówią to na podstawie własnego doświadczenia, bo sami byli leniwi i na studia nie poszli, bo im się nie chciało, a człowiek, który wyznaczy sobie cel i będzie konsekwentny w dążeniu do niego, zawsze osiągnie sukces. Tylko ludzie często ten cel porzucają. Znajdują sobie gównianą, kiepsko płatną, męczącą i niesatysfakcjonującą, ale stabilną pracę i zostają w niej na całe życie, bo boją się zaryzykować, boją się skoczyć na głęboką wodę. W taki sposób nie zajdą daleko, bo zatrzymują się na początku drogi. Droga do sukcesu, do doskonałości prowadzi przez porażki, przez próby, przez błędy. Obiecuję wam, a przede wszystkim sobie, że ja nigdy nie przestanę dążyć do swojego celu. Chcę być szczęśliwym, a szczęście da mi praca, która sprawi, że będę mógł wykorzystać swoją kreatywność. Może to dziecięce marzenia, ale chce by moja pasja jaką jest gra na gitarze stała się sposobem na życie ;) Chciałbym też pracować jako fotograf i dziennikarz. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spełnić swoje plany! I wam również tego życzę ;)

wtorek, 12 stycznia 2016

Kim jestem i co tu robię?

Dobry wieczór...yyy...noc...yyy...wczesny poranek? Jest 6:30, a ja nie spałem w nocy i siedzę przy kompie jak kompletny nołlajf. W sumie wszystko się zgadza.

Nazywam się Krzysiek. Mam 20 lat i mieszkam we Wrocławiu. Moją największą pasją jest gra na gitarze i to właśnie z nią oraz ogólnie z muzyką wiążę swoją przyszłość. Interesuję się fotografią, muzyką, psychologią, reklamą i marketingiem, dziennikarstwem, kinem, barmaństwem. Jestem introwertykiem, strasznym nołlajfem (chociaż wolę nazywać siebie domatorem :D), jestem samotnikiem i lubię rządzić, czuć władzę, dlatego jeśli ktoś nie chce mi się podporządkować wolę pracować sam. Długo zastanawiałem się nad założeniem bloga. Przez jakiś czas pisałem pamiętnik, ale nie miałem motywacji by go pisać i przestałem. Mam myśli, które chcę wykrzyczeć, a świadomość, że może zobaczy to ktokolwiek oprócz mnie, będzie mnie motywowała do pisania.Zaczynam pisać, bo zaczyna się kolejny etap w moim życiu. Chyba w końcu wkraczam w tę prawdziwą dorosłość. A może nie... Może nadal jestem głupim i nieodpowiedzialnym dzieciakiem, a to co robię, co chcę zrobić jest nieprzemyślaną zachcianką... Tak czy siak, zobaczymy co przyniesie jutro.